Krzysztof_Grabowski_DezerterKrzysztof Grabowski - „Dezerter. Poroniona generacja” książka wydawnictwa Agora , Listopad 2010

Prezentujemy ciekawe fragmenty tej książki.

 

..Czym ta książka nie jest? Nie jest to opowieść sensacyjna.

Nie jest to dramat obyczajowy. Nie jest to też książka historyczna, mimo że staram się choć troszkę przybliżyć najnowszą historię Polski, tak jak ją widzę z mojej perspektywy.

Ta książka nie jest również biografią zespołu, ani tym bardziej moją. Owszem, staram się nie lać wody, ale nie mam zadatków na prawdziwego biografa. Nie jest to też plotkarski pamiętnik, w którym można trafić na opisy seksualnych wyczynów rodzimych rockandrollowców. To nie moja działka. Niech zajmują się tym pismacy z brukowców...

I

Koniec lat 70., czyli schyłkowy Gierek, to czas, kiedy polska muzyka rockowa właściwie nie istniała. Po boomie lat 60. i późniejszym rockowym rozwoju zespołów bigbitowych nastąpił czas posuchy. Być może muzycy grający wtedy rocka oburzyliby się, ale niestety tak to wyglądało z perspektywy mojego pokolenia - ludzi, którzy mieli dopiero naście lat (choć oczywiście przyznać trzeba, że zdarzały się progresywne odloty, mam tu na myśli przede wszystkim SBB). Media PRL, będące oczywiście pod stałą kontrolą cenzury, pozwalały co prawda wyrobić sobie jakąś orientację w muzyce zagranicznej, ale preferowały krajowych wykonawców, którzy proponowali bezpieczny, miałki przekaz lub zwyczajnie śpiewali o niczym. Muzyka rockowa nadawana była tylko w wybranych audycjach radiowych. Tymczasem na Zachodzie ilość fantastycznego rocka była wręcz powalająca.

W Polsce ekipa towarzysza Gierka proponowała rozrywkę na miarę swoich wyobrażeń o potrzebach klasy pracującej. Festiwale piosenki żołnierskiej, radzieckiej itd., itp. miały się bardzo dobrze, ponieważ były ważnym elementem propagandowej maszyny. A ponieważ „gwiazdy” ówczesnej estrady musiały z czegoś żyć, chętnie brały w tym udział. Dominowały kolorowe pióra i cekiny, a stuprocentowa uległość wobec komunistów gwarantowała wykonawcom w miarę bezpieczny żywot.

Płyty nagrywali muzycy, którzy byli zaakceptowani przez „urzędników od kultury”. Koncertowanie również było poważnie utrudnione i chodziło nie tylko o uzyskanie ministerialnego pozwolenia na wykonywanie zawodu muzyka. Kluby prywatne nie istniały, ponieważ własność prywatna była piętnowana, a kluby studenckie pełniły funkcję kuźni talentów dla Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Oczywiście jest to pewne uproszczenie, ale ogólny obraz był mniej więcej taki.

Kiedy w 1976 roku wprowadzono w Polsce kartki na cukier, był to spektakularny sygnał, że w kraju zaczyna się dziać coś niedobrego - choć z perspektywy czasu można przyjąć, że był to sygnał raczej pozytywny. Społeczeństwo nagle dowiedziało się, że ludowa władza, która ponoć tak chętnie opiekowała się społeczeństwem, zaczyna się sypać.

 

II

Moje pokolenie kończyło wtedy podstawówkę. Pierwsze zdziwienie, że ten „fantastyczny” system nie działa jak należy, przyszło, kiedy w wakacje musiałem z mamą stać w gigantycznych kolejkach po ów nieszczęsny cukier, który potrzebny był do domowych przetworów. Sklepy były zaopatrzone bardzo marnie i każdy musiał ratować się własną produkcją.

Ludzie, od kiedy pamiętam, gadali na komunę. Gadali i na tym się kończyło. Ojciec słuchał Radia Wolna Europa, a potem szedł do pracy i udawał zadowolonego. Panował ogólny strach. Ponieważ komuniści pokazali, że potrafią zabijać ludzi za przekonania, nikt nie próbował ich przekonywać. Wszyscy jeszcze pamiętali lata 50. albo tak ja my, słyszeli o nich, kiedy dorośli rozmawiali. Świeżo w pamięci był rok 70. i masakra robotników w Trójmieście.

Ja, jako małolat, mogłem czuć, że sprawy mają się marnie, ale jeszcze nie miałem żadnej świadomości. Telewizja i radio próbowały wychować pokolenie posłuszne woli PZPR i gotowe w pocie czoła budować socjalistyczną ojczyznę. Na szczęście nie udało się.

 

III

W połowie lat 70. zachodni świat opanowywała rebelia punk rocka. Młodzi ludzie mieli już dość przerostu formy nad treścią w muzyce i zaproponowali jej własną wizję. Proste, ostre piosenki i równie ostre słowa, często o treściach społeczno-politycznych, spowodowały rewolucję w muzycznym światku. Każdy mógł chwycić za gitarę i mikrofon - i bez skrępowania wypowiadać się na dowolny temat. To był szok dla zachodniej kultury. Sex Pistols, The Clash i The Damned w Wielkiej Brytanii, Ramones i Dead Kennedys w USA torowały drogę całej masie nowych zespołów.

 

Ponieważ w Polsce płyty z muzyką z Zachodu były bardzo trudno dostępne, całe zjawisko znane było u nas tylko wąskiej grupie naprawdę zainteresowanych. O ile zachodni bunt młodzieży był spowodowany skostniałym kapitalizmem, o tyle w Polsce miał podłoże o wiele ostrzejsze, bo antykomunistyczne. Punk był z natury lewicujący, ale w PRL taka lewicowość była uważana za wywrotową. U nas wszystko stało na głowie, więc i punk rock był nieco inny. Nie było tęsknoty za socjalizmem, bo jego kliniczną wersję czuliśmy na każdym kroku. Punktem wspólnym było to, że głównym oponentem był system. Na Zachodzie kapitalizm, tu socjalizm.

 

Zaczęły powstawać zespoły. Jeden po drugim. W całej Polsce, od Gdańska po Ustrzyki Dolne. To był pierwszy tak spontaniczny zryw całej generacji, wyrosły z opozycji do tego, co proponowali ideologiczni specjaliści PZPR.

 

IV

Często bywa, że decyzje podejmowane w młodości mają wpływ na całe nasze życie. Dobrze jest, kiedy są trafne. A czy decyzja o założeniu zespołu Dezerter była trafna? O tak... ale czy trwanie przy niej przez późniejsze lata też? Tego nie jestem już pewien. Ale nie o to chodzi, że czegoś żałuję. Sprawy zespołu zdominowały całe moje życie, zdefiniowały je, ustawiły mnie w roli obserwatora i komentatora rzeczywistości. Ale czy zrobiłbym więcej, nie będąc w zespole? Tego nie potrafię powiedzieć. Pewne jest tylko to - niczego nie żałuję.

 

V

Kiedy byłem małolatem, mój starszy o trzy lata brat namiętnie słuchał glam rocka. Trudno było wtedy o nowe nagrania, więc te, które już się miało, słuchane były do znudzenia. Najpierw z magnetofonu kasetowego, a później ze szpulowego. Wśród jego ulubionych zespołów były takie gwiazdy jak Suzi Quatro, Gary Glitter, Sweet, Smokie, The Mud, The Rubettes, Bay City Rollers. Nasłuchałem się tego do bólu. Ale nie cierpiałem zbytnio, bo to była dobra muzyka. Potem zacząłem poznawać muzyczny świat na własną rękę. The Beatles byli na dobry początek. Kojarzyłem ich z dzieciństwa z radia, a całą dyskografię poznałem prawie dziesięć lat po zniknięciu grupy. Potem byli The Rolling Stones, Pink Floyd, The Doors i Genesis. Następnym krokiem był hard rock. Black Sabbath, Deep Purple, Led Zeppelin, Uriah Heep, Budgie.

Po płyty jeździłem z kumplem na giełdę, która odbywała się w końcu tygodnia przy warszawskiej ulicy Wolumen. Był to targ staroci, płyt i innych różności. Za komuny zachodnie płyty były towarem trudno dostępnym i bardzo poszukiwanym. Na giełdę na Wolumenie ściągali kolekcjonerzy i handlarze z całego kraju.

Pewnego letniego poranka 1980 roku kupiłem tam płytę zespołu, którego nazwa nic mi nie mówiła. The Vibrators. Sprzedał mi ją młody punkowiec, którego w następnych latach nieraz widywałem w miejscach, gdzie bywałem. Później stał się jednym z ostrzejszych punków, a potem skinów w Warszawie. Ale kiedy kupowałem od niego tę płytę, pewnie nie przypuszczał, że tak potoczy się jego życie. Ja natomiast nie miałem pojęcia, że ta płyta zmieni moje.

Słyszałem wcześniej jakieś nagrania punkowe (w Programie III Polskiego Radia, bądź w Radiu Luxembourg, które w fatalnej jakości można było odbierać na falach średnich). Ale całego punkrockowego longplaya - nigdy. Kiedy dotarłem do domu i wrzuciłem Vibratorsów na gramofon, doznałem objawienia. Prostota i energia tej muzyki przemówiła do mnie niczym prorok. To było to! Niby rock and roll, ale jakby sama esencja. Bez pozerstwa, gwiazdorstwa i całego showbiznesowego balastu. Ale jeszcze nie wpadłem na pomysł, żeby samemu grać coś takiego. Przecież nie potrafiłem grać na niczym. I nie miałem zamiaru się uczyć.

Dopiero jesienią udało mi się pożyczyć kasetę z polskimi kapelami grającymi coś podobnego. To było drugie objawienie - ostrzeżenie. Usłyszałem dźwięki i słowa, których wcześniej u naszych wykonawców nie było. To była prawdziwa rebelia. Wtedy dopiero dopuściłem do siebie myśl, że można by się zabawić w coś takiego. Kiedy mój kolega z klasy Robert Matera - „Robal” - przyniósł do szkoły kasetę z pierwszą płytą Dead Kennedys i posłuchałem jej, wiedziałem już, co to miałoby być. I stało się.

 

VI

Nieraz myślałem o tym, że tyle zdarzyło się przez prawie trzydzieści lat naszego grania, że może warto byłoby to opisać. Zwłaszcza że wraz z upływem czasu coraz mniej zostaje w pamięci.

Usiadłem więc kiedyś do komputera i zacząłem stukać. I wystukałem. Od razu uprzedzę zrzędliwych, że nie jestem pisarzem, kronikarzem, archiwistą czy księgowym. Nie mam talentu do zapamiętywania dat, nazwisk i nazw. Zresztą odpuściłem to sobie w pewnym momencie, bo czułem, że za dużo tego wszystkiego. Nie znajdziecie w tej książce wszystkich szczegółów, które pewnie można było uwzględnić. Nie znajdziecie kalendarium ani listy osób, które powinny się były w takim miejscu znaleźć. Po prostu ja tego nie potrafię zrobić (z góry przepraszam wszystkich niechcący pominiętych). I powiem wszystkim potencjalnym krytykom: wy też macie szansę. Zróbcie to lepiej albo zamknijcie się.

Czym ta książka nie jest? Nie jest to opowieść sensacyjna.

Nie jest to dramat obyczajowy. Nie jest to też książka historyczna, mimo że staram się choć troszkę przybliżyć najnowszą historię Polski, tak jak ją widzę z mojej perspektywy.

Ta książka nie jest również biografią zespołu, ani tym bardziej moją. Owszem, staram się nie lać wody, ale nie mam zadatków na prawdziwego biografa. Nie jest to też plotkarski pamiętnik, w którym można trafić na opisy seksualnych wyczynów rodzimych rockandrollowców. To nie moja działka. Niech zajmują się tym pismacy z brukowców.

 

VII

Punk rock zyskał sobie opinię zjawiska skandalizującego. Zwłaszcza w czasach, kiedy w Polsce wszystko, co przychodziło z Zachodu, było niemile widziane przez rządzących. Drażniący sposób ubierania się i jazgotliwa, „brudna” jak nigdy wcześniej muzyka musiały potęgować taki odbiór. My na początku chętnie podczepiliśmy się pod ów wizerunek, ponieważ wyrażał on nasze ówczesne oczekiwania i dążenia. Chcieliśmy być postrzegani jak outsiderzy. I byliśmy nimi. Ale w miarę dorastania nas i naszych idei powolutku zmienialiśmy ten obraz. Nie mieliśmy potrzeby, żeby nieustannie manifestować naszą „odzieżową” odmienność. A kiedy punkowość w ubiorze zaczęła nas ograniczać - zrezygnowaliśmy z niej. Zresztą inne atrybuty wizualne undergroundowców też nie znalazły naszego zainteresowania. Nie zakolczykowaliśmy się, nie mamy tatuaży, nie farbujemy sobie włosów. Jesteśmy do bólu normalni. Może przez to, że nie pajacujemy, na stare lata jesteśmy odbierani przez niektórych jeszcze bardziej poważnie?

Ominęło mnie, a właściwie to ja ominąłem kilka punkowych stereotypów. Nigdy nie byłem miłośnikiem tanich win, tak chętnie kojarzonych z rodzimą załogą. Na początku w ogóle stroniłem od alkoholu, co w tym kręgu było dziwactwem. Kiedy już sięgałem po wino, to było to wino dobre. Młodzieńczy bunt w postaci upijania się wódką też mnie nie kręcił.

Co do innych używek… Jeśli o mnie chodzi - papierosów nigdy nawet nie spróbowałem i zawsze męczę się, kiedy w salach koncertowych śmierdzi jak z komina.

Narkotyki - niestety, temat jak najbardziej rock-androllowy. I znowu nie mam żadnej sensacji do opowiedzenia. Żaden z nas, na szczęście, nie miał z tym problemu. Twarde nawet nie pojawiły się w naszym otoczeniu, a miękkie - jak widać, są na tyle miękkie, że nikomu z nas nie zrobiły krzywdy. Rzecz to jednak ważna, o której trzeba tu napisać. Kiedyś marihuana była niemalże dobrem powszechnym. Jeśli ktoś ją miał, to chętnie się nią dzielił. Przyczyna była prosta: za komuny nie było handlu marihuaną. Milicja nie wiedziała, co to jest, a mafii oferującej narkotyki nie było. Cała produkcja pochodziła z domowych ogródków. W związku z tym towar był łatwo dostępny, darmowy i nieskażony chemicznie. Czy w związku z tym cała populacja palaczy wyginęła albo po pewnym czasie przerzuciła się na heroinę? Nie! To jest mit, który do dziś powtarzają zwolennicy karania za posiadanie i lobby narkotykowe, które świetnie żyje z nielegalnego handlu. Nie mam zamiaru dofinansowywać tego biznesu, więc od wielu lat temat miękkich czy jakichkolwiek innych narkotyków zupełnie mnie nie interesuje.

 

VIII

Kiedy zakładaliśmy zespół, nie mieliśmy żadnego planu. Łączyła nas niechęć do robienia tzw. kariery. Brzydził nas pęd do bycia gwiazdą, obecny też w rocku. Nawet przez myśl nie przechodziło nam, że moglibyśmy próbować coś takiego powielać. Przyznać muszę, że trudno jest zakładać zespół z myślą, że nie będzie się dążyło do bycia znanym. To trochę nietypowe podejście. Może też dojść do sytuacji, że zespół staje się znany bez żadnego działania w tym kierunku. My po prostu graliśmy, mieliśmy swój przekaz, a wszystko inne działo się prawie samo!

 

IX

W wywiadach dziennikarze często pytali nas, czy Dezerter był zespołem politycznym. A my z uporem powtarzaliśmy, że nie. Raczej chcieliśmy być postrzegani jako zespół antypolityczny. Choć z drugiej strony w PRL, w latach 80., każde działanie, które nie było kontrolowane przez państwo, mogło być uznane za polityczne. Władza tak się bała, że obywatele chcą ją obalić, że próbowała nadzorować każdy aspekt życia społecznego i kulturalnego. Oczywiście nie było to możliwe. Dzięki temu rozwijały się po cichu, gdzieś w ukryciu różne kierunki niezależnej kultury. My również skorzystaliśmy z tego, że Solidarność namieszała na tyle poważnie, że odwróciła uwagę władzy od innych, pomniejszych spraw.

 

X

Czy Dezerter odniósł sukces? Myślę, że tak. Samo to, że przetrwaliśmy tyle lat, już o tym świadczy. A robiliśmy, co chcieliśmy, i mówiliśmy dokładnie to, co zamierzaliśmy powiedzieć. I o to nam przede wszystkim chodziło. Nie zostaliśmy gwiazdami rocka - choć było ku temu wiele okazji - bo nie chcieliśmy nimi być. Zjeździliśmy kawał świata, prezentując swoje słowno-muzyczne przesłanie. Sądzę, że jest jeszcze jeden sukces. W moim przekonaniu największy. Pomimo zagrania setek koncertów, nagrania trzynastu płyt, udzielenia mnóstwa wywiadów mogę spacerować po ulicy i pozostać anonimowy. Liczy się sama twórczość. A to cenię sobie najbardziej.

 

Postscriptum

Kiedy zaczynałem pracę nad książką, byłem zdecydowany na przeszukanie archiwum IPN w celu odnalezienia materiałów na swój temat. Zgłosiłem się do rzecznika IPN Andrzeja Arseniuka, który okazał się dobrze zaznajomiony z działaniami Dezertera. Przychylnie i życzliwie podszedł do mojej prośby o pomoc i wyjaśnił mi, jak mam zdobyć odpowiednie zgody na wgląd do „teczek”.

Kiedy dobrnąłem do końca mojej pracy i postawiłem kropkę po ostatnim zdaniu, zacząłem się wahać, czy skorzystać z tej kuszącej możliwości. Pomyślałem, że byłoby dobrze wiedzieć, kto i kiedy komplikował nam i tak trudne życie, donosząc do SB lub milicji. Ale po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że w naszym środowisku nie było osób, które dobrze życzyłyby systemowi i chciałyby go dobrowolnie umacniać. Oczywiście niejednego aresztowano i groźbą lub szantażem zmuszono do podpisania takich czy innych papierów. Być może nawet ktoś pisał raporty lub w inny sposób kapował. Tak, jeszcze dwa lata temu byłbym chętny znać nazwiska. Ale przeszło mi. Sam się sobie dziwię, ale stwierdziłem, że taka wiedza nic nie wniosłaby do mojej książki. A tym bardziej do mojego życia. Milicja ani SB krzywdy bezpośrednio mi nie zrobiły, więc nawet jeśli ktoś na mnie donosił, jego wysiłki spełzły na niczym. A teraz, po latach, znajomość takiego faktu mało mnie interesuje. Co gorsza, jeśli dowiedziałbym się o jakimś bliskim znajomym, tylko bym się wkurzył. Niech lustrują się osoby publiczne i politycy. W ich przypadku o wiele częściej donosiło się z pobudek ideologicznych niż w środowisku punkrockowców.

 

Atak już nadchodzi...Kalendarium MPR

Brak imprez...

Zbliżające się imprezy z Kalendarium MPR.

Więcej...

Informacji o koncertach udziela Fifi: +48 698 592 254
fifi@muzeumpolskiegorocka.pl

Projekt współfinansowany ze środków Narodowego Centrum Kultury.

Narodowe Centrum Kultury

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości