fo_konnak_krol_festynowWiersze Pawła Konja Konnaka z tomu
"Król Festynów"
 Instytut Mikołowski 2009

Kup w sklepie MPR

szanse tego dziecka na konwencjonalne przeżycie swojego
istnienia są znikome
zakręcony garnitur genów odziedziczony po przodkach odbiera ostatnie złudzenia prababka od strony taty pochowała sześciu mężów babcia w wieku 60 lat zapłonęła uczuciem do rumuńskiego emeryta

babka od strony rodzicielki muza niespełnionych bluesmanów
z których dwóch obdarzyło ją pamiątkowym potomstwem
dziadek deliryk barbapapa
matka dziwka
ojciec debil

obłąkany kot antek zrobił kupę
na szczątki doczesne enerdowskiej koszulki
niszcząc tym aktem ostatni dowód mojej kolaboracji
z komunistycznym reżimem erosa honeckera
w odwecie niedobitki wehrwolfu wysadziły w powietrze kiosk na
rogu
rozsypały nad wolnym miastem dramaty kolorowych magazynów
rozwody gwiazd cud diety z koreańskich mikrofalówek
lesbijski duet biczowany wizjami medialnego kaznodziei
won won krzyczy hermafrodyta yvonne

 

„...w 1980 roku wyjechałem autostopem do Grecji. To kosztowało mnie kupę zabiegów. I pewnego dnia spotykam na stopie jakiegoś Ekwadorczyka. I pytam – co ty tu robisz? On na to, że właśnie zdał maturę i po tej maturze, jak to bywa u młodych ludzi postanowił sobie pojeździć przez dwa lata po świecie... tu popracuje, tam popracuje... a potem się zdecyduje: może będzie studiował medycynę, a może filozofię...I jasiępytam,toznaczyjego się nie spytam, bo on nie wie, ale rodzi się we mnie taki niemy krzyk: dlaczego?! Dlaczego ja muszę wracać, bo mi się kończy paszport, dlaczego nie mogę zakosztować tej wolności??? Mogłem się jakoś przeciwko temu buntować, ale to jest problem nie do rozwiązania, bo żyję w określonej rzeczywistości w tej Polsce i koniec... I nigdy nie będę osiemnastoletnim Ekwadorczykiem, bo mam już w tej chwili lat 32. Ale nie znika w związku z tym to pytanie: „dlaczego?" Wydaje mi się, że sztuka powinna wciąż stawiać pytanie „dlaczego?"..."
Paweł Jarodzki – „Rzeczywistość się penetruje"
staram się aby zbyt wiele spraw nie zakłóciło świątecznej krzątaniny
zgrzyty w nodze czy ramieniu tradycyjnie kulejące relacje fiskalne
napięty kalendarz dobija się wyżyn koniczej logistyki
czy w tę noc przemówi kot antek nie wiemy
dał głos za to na łamach żurnala śpiewak podziemny
wychwalając kulturę towarzysza jaruzela
wieszając bombki na choince pojąć nie mogę
gdzie on w stanie wojennym widział tę szlachetność
w tym zatęchłym baraku którym było nasze życie
opracowawszy do perfekcji dialektykę negatywną
artysta całkiem nieźle radzi sobie na wolnym rynku
ale jeżeli on telepie się przed publiką swoją amnezją
to co tu czepiać się zmutowanych ofiarmniejszegozła
i to mnie zdziwiło a karp ugrzązł w gardle
pewnie niepotrzebnie
ustaliłem już kiedyś przecież
nie przekopię całego śmierdzicholstwa na tej kulce
nie wyszarpię swojej prawdy z cudzych bebechów
idź ty lepiej koziołeczku szukać swego pacanowa
kot antek przemówił ale po niemiecku

 

„- zbadaliśmy
poza granicami Wszechświata
istnieje już tylko
straszliwe chamstwo”
Władysław Zaporowski – „konferencja prasowa”

powrót do rzeczywistości nie był usłany różami

prawdę mówiąc od razu wylano mi na głowę wiadro pomyj
beznadzieja poczynań gatunku ludzkiego wyrwała mi jelito
z rozpaczy
nie jestem zły jestem wściekły
od ostatecznej degenery ratuje mnie wylew tiltersów z 84 roku
„straciliśmy już wiele złudzeń gdy stracimy wszystkie
będziemy naprawdę wolni”
dobra kurwa kurwa kurwa dobra tylko spokojnie
pamiętaj co sobie wydumałeś gdzieś nad górskim jeziorkiem
higienizacja i organizacja
masz jeszcze kończynki i odrobinę mózgu
wystarczy na początek
posprzątam to gówno i będę czekał na kolejną katastrofę
pierwsza dobra nowina tego dnia
obywatel chin wreszcie poleciał w kosmos

tego się nie spodziewałem halloween w przeddzień wiosny
upiorni przebierańcy opanowali radio i telewizję
papierowe demony mordują top modelki na cmentarzysku
tabloidów
obowiązkowo w rytmie marszy trwa promocja nawróconych
na ulicach zapomnianych miast pojawili się święci z sąsiedztwa
bogowie opuścili banki hipermarkety a nawet osiedlowe pływalnie
gdyby wyłączyli telefony to już prawie kieszonkowy anschluss
zza drzwi przytłumione biczowanie neofitów
wielki… większy… największy…może coś przeoczyłem
jakiś ważny news nie spłynął z 540 kanałów latającego talerza
czegoś nie wiem nie dostąpiłem kolektywnej inicjacji
i nie potrafię dostroić się do tej imprezy
ogólnopolska akcja zmartwychwstania proszku czy obligacji na
nieśmiertelność
zapewne nowy chwyt reklamowy przebiegłych piarowców
znowu mnie oszukali dałem się nabrać
jak wszyscy chciałem być zbawiony a pozostałem
z atrapą opakowania pralką na korzystne raty
diabelskim chichotem odfruwających donikąd bilbordów

 

 miasto przypomina scenografię spaghetti westernu
zmiksowaną z jakąś wytanioną produkcją katastroficzną
w alejach spaceruje powietrze
w tramwajach zabrakło nawet kanarów
obite sklejką witryny powielają swoją nieobecność
ten z karmazynowym plecakiem to ja
uciekam z pasadeny a w bocznych uliczkach
antyterrorysta eastwood spokojnie przekręca bębenek
siedmiostrzałowca
byle dotrzeć do ronda waszyngtona
omijając parteitag sierot po stalinie mao che gierku i wojtku
ścierwo
czy dwie dekady temu robert brylewski mógł przeżyć senny
koszmar
komando rastamanów gnane na seans nienawiści batami
międzynarodówki
w towarzystwie dobrze odżywionych cycatych dzieci państwa
dobrobytu
w koszulkach z hipermarketu wymachujących sierpem i młotem
to dobranoc mówię fanklubowi arafata
za świetlistym szlakiem czeka jeszcze azjatczyk antoni

 

szło za dobrze i nie trzeba być jasnowidzem z człuchowa
aby przewidzieć iż w końcu coś w tym idealnym mechanizmie
musiało jebnąć
jest piąta rano zaspana kasandra na dworcu w łowiczu skreśliła
mój pociąg z listy żywych
nie mogę uwierzyć to jakiś koszmarny flashback
tydzień temu na peronie mławy usłyszałem ten sam okrutny
komunikat
to nie są jaja ani ukryta kamera śledząca mój wkurwiony trip po
opustoszałej poczekalni
od dłuższego czasu ludzie latają w kosmos a bubel genetyczny
z gdańskiej informacji
nic nie wiedział o remoncie linii łowicz kutno
z mławy mogłem przynajmniej uciec taksówką
w łowiczu kierowcy o tej porze poddani są jeszcze hibernacji
alternatywne środki komunikacji beczkowóz sanki taczanka
odpadają
w tym kontekście cywilizacyjna wyższość mławy jest
bezdyskusyjna
to w końcu kolebka połówki zespołu kombi
jest środek lata muszę się stąd wydostać na plażę w sopocie
aby w śnieżnej trąbie powietrznej poprowadzić koncert orkiestry
folkowej z żukowa
to kolejny spisek mutantów z pkp
bioroboty z infolinii kolejowej piąta kolumna pająków z marsa

 

mam kolegę adasia
kiedyś był milionerem
a teraz jest śmieciarzem w toronto
po koncercie ich troje w ontario place
podarował mi swoje robociarskie wdzianko
kto pierwszy zadzwoni na tego bęc

 

pozostało tylko to coś dziwnego w powietrzu nawet nie zapach jej czy mójżadna woń po wyniesionych meblach czy zdychającym w korytarzu
dywanieaura rozpadu była tak intensywna że śmierdziała i chciała wyćale milczała podobnie jak resztki jedzenia w lodówce przynajmniej tyle udało się opanowaćw mieszkaniu zamienionym nagle w pustynięto nie zapach tylko złudzenia kapiące na gruzymusiałem przyjechać aż z denver aby mnie przysypałychoć co za różnica gdybym wrócił jak zawsze z łomży czy grudziądzata mała dekapitacja byłaby taka samaniby czekałem na nią wiedziałem że przyjdzietej miłości nie można już było posklejać niby przeczuwałem jak będzie uczęszczałem na kurs delikatnej eutanazjiale gdy stoję w tej klatce pięć minut po katastrofieto słyszę tylko komendy wesołego plutonu egzekucyjnegoa pod ręką nicżadnego mózgojeba żeby zapomnieć czterdzieści godzin jazdy z colorado na mazowszepo bilet na ciągle ten sam niemy filmjak dwadzieścia lat temujak dziewiętnaście lat temujak szesnaście lat temujak jedenaście lat temu jak stąd nie wyjdę to dostanę pierdolcaminiaturowy horror zmaterializuje się i założy mi czułą pętlę spierdalaj stąd kolego do brzeźna lub san diego

 

od dłuższego czasu pociąg stał w polu
awaria nagły atak zimy cokolwiek to było
zwiększało szansę niedotarcia na scenę
w przedziale byłem sam już chyba ósmą godzinę
lampy zdechły jeszcze w bydgoszczy
zmysłowy bezczas wypełniał mrok przedziału
mam na sobie koszulę robotnika z chicago
miał na imię eugene taki napis
odbito mu na piersi błękitnego uniformu
właściwie napiszę ma na imię eugene
bo całkiem możliwe że były właściciel mundurka ciągle istnieje
czego oczywiście życzę mu z całego serduszka
to cytat
po kolejnych kwadransach bezruchu zaczynam podejrzewać
że to ja mam na imię eugene
a on to konjo konik konikowski
żeby nie poddać się galopującej dezintegracji
próbuję pogadać z nieznajomym eugeniuszem
jedynym przedstawicielem ludzkości
odbierającym sygnały z wnętrza gnijącego żelastwa
siłą woli nie popchnę tego ścierwa do przodu
zatrzymałem się w rozwoju duchowym więc telekineza także
odpada
pozostaje kontakt z eugene a raczej jego ekwipunkiem
odnalezionym w pankrokowym domu towarowym na clarksie
czuję do ciebie intuicyjną sympatię
coś na kształt zawodowej solidarności
ty przedstawiciel ludu pracującego ameryki
ja proletariusz estrady

 

co słychać mam nadzieję że wszystko w porządku
a u mnie dziękuję
czasami muszę uciec aby dogonić swoje marzenia
nie wyobrażaj sobie czegoś nadzwyczajnego
to nie przeminęło z wiatrem czy matrix rewolucje
to mały exodus który na przykład
wtuli mnie w objęcia art deco miami
aby chwilę później odbić główką od tożsamej konstrukcji
hotelu hutnik w stalowej woli
wyglądającym jak plan zdjęciowy do klipa
surgical penis klinik
ostatnio drogi eugene jestem mało produktywny
może dlatego że spełniłem się jakieś 20 lat temu
albo taki jest aktualnie potencjał energii w kosmosie
trochę mi się nie chce wgryzać zębami w glebę doczesności
a trochę taki stan mi się podoba
niech inni dziś powalczą o wszystko
proszę die platz ist fertig
jesteś leniwy lou musisz wziąć się do roboty

machał paluszkiem warhol do biseksa reeda
święte słowa ale tak ładnie jest przy tej rzeczce
że nic tylko fruwać i trzymać się za ręce
chwilowo zastałeś mnie w bańce mydlanej
sam jestem zdziwiony bezrefleksyjnym kwietyzmem
przecież kiedyś modliłem się do każdego świstka
który udało mi się odbić na ściemnionym xero
a dziś nie jestem w stanie donieść tekstów
godnemu wydawcy naszej profesjonalnej antologii
dzwoni delikatnie pogania zagrzewa do boju
a koniczek bąki zbija beztroskie
za nic mając wołania narodowej kultury
może to cisza po erupcjach uwielaczy
a może po prostu niektóre sprawy muszą się odleżeć
za ciałem kobiet nie chce mi się biegać
już nie mam dygotki gdy wpadnę na peronie na byłą miłość
i jeszcze kilka podobnych sytuacji nie wywołuje gorączki
może to kiedyś ruszy pewnie tak
ale jak stoi to ponownie proszę bardzo
niech dojrzewa i czuje się dobrze
miałem kiedyś taką usługę w telefonie
każda mijana miejscowość tańczyła na wyświetlaczu
teraz już mi to zabrali i nie ma tragedyi
bo zawsze jestem w jakiejś drodze
pomiędzy jednym punktem na mapie a drugim czy trzecim
i po co mi wiedzieć że właśnie mijam tarnów
najbardziej mnie cieszą miasta bez nazwy
coś miedzy bogatynią a thunder bay
miewam przyjazne relacje damsko męskie
ale wielkie uczucia to nie jest moja specjalność
mój związek ostatnio nie układał się najlepiej
ostatnio czyli przez jakieś siedem lat
po co w tym tkwiłem to brzmi jak związek radziecki

po prostu jestem zbyt dobrze wychowany
nauczony że nie odchodzi się ot tak
miło mieć złudzenia że to się jakoś sklei
robiła dobre obiady i kanapki na drogę
poziom motywacyjny iście barokowy
teraz będę mądrzejszy
ucieknę po pierwszym zgrzycie
bo po nim może być już tylko trwanie na jałowym biegu
nabroił trochę kolega co?
trzeba też pamiętać co chmiel wykrzykiwał ku mnie
otrząśnij się i przypomnij że jesteś poetą
jak masz wakacje to hajda na lekcje niemieckiego
cobyś z dziadkiem mógł pogaworzyć w muttersprache
a gdy się nauczysz to dostaniesz batonik i lusterko
to już taki pozytywistyczny odruch
że nawet jak nie mam nic specjalnego do roboty
wydaje mi się że jednak coś zawalam
ciekawe że najczęściej jest to zgodne z prawdą
zawalam podziękowania dla teutońskiego socjalu

przypisywanie poezyj refleksje o duszy
wydobywanie się z niebytu
miliony projektów zredukowanych do kilku przeczuć
szukanie jakiejś słodkiej cipki
kontrolę rynku nieruchomości tudzież otyłości
zarób ze dwa dolary na pogodną starość
jedź do sanatorium chłopaku
odpręż się pooglądaj ptactwo
obłoki rozsuną się i wyjrzy dziadek teobald
wszystko już zrobiłeś pawełek nie masz gdzie się spieszyć
z nikim się nie ścigaj bo to po nic
zostaw to budowniczym ósmej rzeczpospolitej
taniec godowy samców alfa to nie twoja nafta
nie chcę wiele tylko żeby tatko żył wiecznie
w naszej małej rybackiej wiosce
najdalej gdzie zajechałem z koncertami thunder bay
było minus 45 stopni autochtoni pocieszali że ociepliło się
bo tydzień temu temperatura spadła do minus 55
normalne o tej porze w tym miejscu
z okien domu polonii widziałem srebrną wyspę
wieloryby indian aktywistę robotniczego karnawału
wyszedł z więzienia z ofertą nie do odrzucenia
okrutny żart esbeków zesłać człowieka aż tutaj
po drodze z prl było wiele cywilizowanych miast
ale jak widać nawet oni miewali poczucie humoru
im częściej myślę o thunder bay to przypomina mi gdańsk
aby tam dojechać graliśmy w las vegas
phoenix san francisco martinez santa cruz
los angeles seattle vancouver calgary
edmonton winnipeg
więc pod oknem spacerują pingwiny
a mi przypomina się mój pierwszy artowy hotel
w kwietniu 84 na ulicy załogowej
ten barak stoi do dzisiaj pośród zgliszcz neu haffen
czasami mijam go jadąc do taty na schabowego

lub w drugą stronę do muzeum polskiego rocka
wiało ostrym orwellem pankowie czynili juwenilną konspirę
suchotnicza wiosna odpaliła moją rakietę
która zacumowała na prerii przy zatoce grzmotów
ale przedtem zazwyczaj są tańce w ambasadzie
i foxtrot wyrwirączek gdy dźwigam bagaże na terminal eins
nieodmiennie dwie wizje podczas spotkania z oficerem imigracyjnym
pierwsza to lewacy z hamburga spotkani w 88
sympatyczni młodzieńcy bez świadomości przestrzennej
lustrują tobołki dezerterów przekraczających granicę friedrichstrasse
zauważają z troską i matczynym zdziwieniem
gdy pierwszy raz jechali do usa
mieli ze sobą tylko dwa t-shirty i kartę kredytową
przez lata dbali o nasze bojowe morale
i utrzymanie dobrosąsiedzkich stosunków
przysyłali tony trockistowskiej bibuły
walczącej o wolną palestynę z izraelskim najeźdźcą
nawet paulus zbywał ten message taktownym milczeniem
i wizja druga on ogląda mój paszport bez orzełka
usiłuje wydusić ze mnie choć jedno sensowne zdanie w języku udo
jurgensa
dziś trafiłem na jurnego azjatę w mundurze porucznika columbo
ja mam śladowe pojecie gdzie leży jego kualalumpur
dla niego berlin to większy abstrakt niż terminator część piąta
on stempluje a ja wizualizuję ostatnie godziny z życia dziadka
akta bundeswehry w wilhelmshaven zeznają niewiele
w mroźny lutowy poranek roku 45-tego
kapitan edwin teobald poprowadził kilku żołnierzy
na zwiad ku przedpolom kurortu zoppott
nikt nie wrócił być może mijam miejsce zagłady protoplasty
podczas rowerowych wycieczek bo los znów rzucił familię naszą
na życzliwe piaski ostpommern
mundur urzędnika rytmicznie podryguje

w takt wstrzeliwanych w paszport pieczątek
myślę o azjatyckim ołowiu przeszywającym mundur dziadka
że to jednak był ołów i szybka śmierć
a nie gułag za uralem koncentracyjny lodowiec
tortury z katalogu rozrywek armii czerwonej
no więc te dwie wizje zawsze w tym samym miejscu
zanim padnę w hotelu w thunder bay
trudno powiedzieć jaki film z podświadomości
projektuje mi te obrazki drogi eugene
może wolałbym wtedy wspominać cycki ciccioliny
koleżanki z partii radykalnej
jakieś kreskówki czy chociażby miłe chwile
spędzone na balu dilerów koparek
ale nie zawsze to samo
i tak sobie myślę eugene
że z racji kreacji mojej społecznej funkcji
poobijałem się po różnych wertepach na świecie
dobiłem do tego polarnego thunder bay
a nigdy nie byłem w miastku
miło być elementem pocztówki z vancouver
i mówić o stąd pochodzi pamela anderson
albo spotkać na basenie w mgm casinos claptona
ale stanąć na ulicy miastka skąd histeryczne dźwięki emitowała
wyidealizowana ciemność
to jak widać nie jest takie proste
posprzątane i oczywiste
pociąg jedzie i czas kończyć ten rozdział kolego znad jeziora
michigan
ta koszula jest teraz wspomnieniem westernów
krucjaty kodżaka parszywej dwunastki za żelazną kurtynę
gdzie dojrzewał koniczek pacholę zjazdu nadzwyczajnego
w walce o lepsze jutro historyjek z balonówy
za chwilę zmartwychwstanie kolejne miasto
będzie istnieć tylko przez kilka godzin w akcji bezpośredniej

a potem rozpłynie się na tablicy przyjazdów odjazdów
pożar u pogan woła o każdy kolejny zakręt
teraz zmiana planu
jakiejś ubiegłej jesieni
dobiłem z towarzyszami estradowcami
do motelu tereski w clearwater
przeszła taka dziwna tropikalna burza
wszystko dookoła parowało ciepłym zmierzchem
jutro jechaliśmy dalej
siedziałem nad zatoką meksykańską i to co przede mną
to uczucie krystalicznej rozkoszy
a gdzieś z tyłu głowy spływała otchłań
trwaliśmy tak w trójkę
ja
ta rozkosz i otchłań
ta rozkosz
ta otchłań
żabciu żabciu woła mama
czas na obiadek

 

Atak już nadchodzi...Kalendarium MPR

Brak imprez...

Zbliżające się imprezy z Kalendarium MPR.

Więcej...

Informacji o koncertach udziela Fifi: +48 698 592 254
fifi@muzeumpolskiegorocka.pl

Projekt współfinansowany ze środków Narodowego Centrum Kultury.

Narodowe Centrum Kultury

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości